czarodziejki…

Dzisiaj po facebook’u krąży filmik, który wywołał we mnie wspomnienia dnia, w którym to wszystko się zaczęło i jak dużą rolę miały w tym czarodziejki.. położne.

Zacznę od tego, że zawód położnej jest piękny!! Czyż nie? Przecież, to co robi Sonia Rochel jest cudne, urocze i wprost magiczne (zauważcie, że moczy uszy!). I nie spotkałam położnej, która nie kochałaby tego co robi. Pomimo, że są one świadkami tej samej rzeczy tyle razy, nie popadają w rutynę, a już na pewno tego nie okazują! Zapewne dzieje się tak dlatego, że są świadkami właśnie TEGO wydarzenia – narodzin! Jest to niewątpliwie najbardziej niesamowita ludzka umiejętność, a te maleństwa są po prostu przeurocze!!

Będąc w ciąży zaczytywałam się w książkach, o tym co się dzieje w moim brzuchu, tydzień po tygodniu śledziłam etapy rozwoju Bąbla (tak go nazywaliśmy i teraz też się to zdarza). W drugiej połowie ciąży przyszedł czas na przygotowanie się do porodu. Poradniki sugerowały przygotowanie sobie planu porodu, omówienie go z lekarzem lub położną. Wszystko sobie obmyśliłam, na miesiąc przed porodem wybrałam się z Búho do szpitala, gdzie zwiedziliśmy oddział, pogadaliśmy sobie z personelem i wszystko wydawało się być idealnie książkowe. Plan porodu respektowany, pozycja w trakcie porodu dowolna, nacięcie wedle woli, dwie godziny z dzieckiem tuż po urodzeniu, etc. Wszystko zapowiadało się bajecznie!! Nie miałam żadnych wątpliwości, że właśnie w tym szpitalu chcę rodzić. A gdy nadszedł ten dzień okazało się, że nie do końca jest tak, jak to zostało przedstawione! Podczas początkowych skurczy lekarz kazał leżeć – olałam go, bo ja tego nie chciałam. Podczas akcji na porodówce naciął nawet o tym nie mówiąc, próbował przyspieszać poród, co skończyło się popękanymi naczynkami w moich oczach i oczach pisklaka, a gdy maluch już był na świecie zabrali mi go i oddali po 3 godzinach, a szyjąc nie podali znieczulenia i BOLAŁO – bardziej niż poród! Rodziłam sama – przypominam, że Búho był chory – i w bólach nie byłam w stanie walczyć o przestrzeganie mojego planu. Niestety nie było tak jak bym chciała.

Pomimo, że nie było tak jak miało być, to wyszłam ze szpitala bardzo zadowolona (być może świeżo upieczona mama jest mniej czepialska 😉 ). Dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że tak naprawdę to położne sprawiły, że mam pozytywne wspomnienia, do ich pracy nie mogę się przyczepić! Pani Agnieszka towarzyszyła mi prawie przy każdym skurczu, najczęściej nie robiąc nic innego tylko stojąc przy moim łóżku! Masowała mi plecy kiedy widziała, że może mi to przynieść ulgę! Podała telefon, żebym mogła zadzwonić do Búho tuż po otrzymaniu Búhokida w ramiona. Zasugerowała lekarzowi podanie znieczulenia podczas szycia, bo widziała, że mnie bardzo boli, i wiedziała, że nie przesadzam. Siedziała ze mną na sali porodowej po porodzie prawie 7 godzin. Nie wspominając już o opiece przez następne kilka dni pobytu w szpitalu którą otoczył nas cały zespół położnych. Wspaniałe kobiety! Myślę że ten filmik jest pięknym obrazem tego, jak się angażują w to co robią i ile serca w to wkładają!

Lekarze, to takie wiedźmy! Wszystko co było nie tak, było podyktowane decyzjami lekarzy (ginekologa i pediatry) – to oni mieli w nosie zasady, regulamin, a nawet prawo, miało być szybko, żeby mogli wrócić na kanapy w swoich gabinetach. Naprawdę trzeba mieć ich na oku! I pewnie znajdą się mamy, które nie zgodzą się z moją sympatią do położnych, ale ja póki co nie spotkałam się ze „złymi” położnymi i mam nadzieję, że tak zostanie. Każdej rodzącej tego życzę!

 

Reklamy

3 thoughts on “czarodziejki…

  1. Mój poród na szczęście okazał się idealny. Dwie położne przy mnie, Adrian. Cała trójka mocno mnie dopingowała i wspierała kiedy nadchodziły skurcze 🙂 informowały o wszystkim co się dzieje. Nic nie przyspieszano. O konieczności nacięcia także poinformowały, mówiąc, że może trochę zaboleć. Dziecko od razu dostałam na pierś. Lenka leżała tak jakieś 3 godziny, w tym czasie położna zszywała ze znieczuleniem. Na to wychodzi, że porody w Holandii ( mimo tego, że po dwóch godzinach wyszłam ze szpitala do domu ) są zdecydowanie bardziej cywilizowane i nastawione na potrzebny kobiety rodzącej.. ale chyba powoli zmienia się to w Polsce. Możesz mieć nadzieję, że już przy drugim dziecku będzie idealnie 😛 pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    • No właśnie wiem, że w wielu krajach wygląda to zupełnie inaczej i myślę, że w wielu szpitalach w Polsce też już tak jest, dlatego mam nadzieję, że i tutaj te zmiany zawitają – w realny sposób, nie tylko w teorii!! A jak nie to pojadę rodzić do… nawet do Holandii, nie wiedzę problemu 😛

      Lubię to

      • Dodam tylko, że był jeden moment dla nas dziwny. Po wszystkim, lekarze, położne nagle się zawinęły i zostaliśmy z Lenką na dwie godziny samiutcy. Nie wiemy co i jak, jak ją trzymać, jak karmić. Szaleństwo. Ale instynkty zwyciężyły 😀

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s