koniec!

Nie , nie, nie kończę bloga. Wiem, ostatnio go strasznie zanied bałam, ale jeszcze tu trochę pobędę. Mam nadzieję, że ku radości, chociaż kilku osób śledzących sowie przygody, przemyślenia, czy przepisy. A kończę z jesiennym przesileniem, bo już, chyba, oswoiłam się z nową porą roku. Kończę ze zmęczeniem, które mi towarzyszy ostatnio bez przerwy. Kończę z byciem leniwcem kanapowym w otchłani jesienno-mgielnej chandry. W tym wszystkim niezmienny pozostanie czas poświęcany Búhokidowi, czyli jego całe mnóstwo! Pewnie teraz się zastanawiacie, jak chcę tego dokonać? Ja też, ale wychodzę z założenia, że jak się chce, to można! A jak wiecie, całkiem dobrze mi wychodzi realizowanie moich założeń, więc mam szansę to ogarnąć.

Oczywiście wiele się u nas dzieje. Búhokid rośnie, rozwija się, rozrabia i rozkochuje w sobie wszystkich, których spotyka. Búho pracuje, działa i stara się dostać do rady miasta. A Búhoshka, dba o ognisko domowe, pomaga w kampanii i rozwija swoją wyobraźnię podczas zabaw z pisklakiem, oraz dba o to, by harmonogram zajęć i podróży był wypełniony po brzegi! A w związku z tym, pod koniec października wybraliśmy się do Norwegii. Búhokid po raz pierwszy leciał samolotem – z Gdańska do Oslo, oraz pociągiem – z Oslodo Hamar. Podróż zniósł bardzo dobrze! Na lotnisku do wszystkich się uśmiechał i zagadywał swoim jakże bogatym już językiem. W samolocie w jedną stronę wypił mleczko i zasnął, a w drugą pił soczek i śmiał się w głos. Doradzono nam, aby dziecko piło podczas startu i lądowania, żeby „odetkać uszy”. W samolocie pisklak był bardzo zainteresowany wszystkim co się dzieje wokół i trochę zawiedziony, że musi siedzieć u mamy na kolanach. Za to w pociągu miał raj, raczkował, ile chciał, zaczepiając przy tym wszystkich sąsiadujących z nami pasażerów. Szczególnie interesowały go ich buty:)

W Norwegii odwiedziliśmy naszych przyjaciół – polsko-norweskie młode małżeństwo, które wkrótce zostanie rodzicami. Mieszkają w przepięknym domu na wzgórzu, w niewielkiej wiosce otoczonej lasami. Od razu zakochałam się w tym miejscu. Norwegia jest piękna i nawet jesienna szarówa nie psuje efektów. Te drewniane domy, pięknie pomalowane (stonowane kolory z białymi dodatkami), te lampeczki w oknach, na gankach, wszechobecne świeczki i ten swoisty minimalizm, tworzą nieziemsko przytulną atmosferę. Do tego, przyroda, z którą obcowanie jest bardzo powszechne. Naprawdę dobrze się tam czuliśmy, zostaliśmy pięknie ugoszczeni, a do dziś delektujemy się przywiezionymi smakołykami:)

Po raz kolejny potwierdziło się, że Búhokid jest bezproblemowym dzieckiem. Je wszystko z przyjemnością, zawsze chętnie się bawi, śpi, kiedy przychodzi na to pora i zagaduje do wszystkich bez względu na wiek, płeć, czy narodowość. A, żeby jeszcze bardziej podkreślić jaki jest fajny, na tydzień przed wyjazdem się przeziębił i miał mega katar. Na szczęście pani doktor wzmocniła go lekami, zmiana klimatu też zrobiła swoje i wrócił do domu zdrowy.

A, oto kilka zdjęć z naszej norweskiej eskapady:

 

Reklamy

2 thoughts on “koniec!

  1. Ludwik byl zainteresowany butami, czyli glowna atrakcja w zasiegu jego wzroku podczas raczkowania:) mozna tez doszukiwac sie milosci do butow po mamusi:)i cioci. i babci.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s